Opowiem Wam o tym, jak to się stało, że nie wyrzuciłam doniczki, którą zniszczyła, powiększając swoje rozmiary... noga słonia…??? W sensie nie taka, co na nią nadepnęła, tylko roślina, która powiększyła swoje rozmiary i chciała z tej doniczki po prostu sobie wyjść...nogą?


Tutaj moja nolina


Noga lub stopa słonia, inaczej małpie drzewko, czyli nolina wygięta to piękna roślina domowa.. Otrzymałam, ją dwa lata temu w prezencie. Jest bardzo łatwa w uprawie, oryginalna, dekoracyjna, nie grymasi i...pono wolno rośnie!


Jeszcze raz ona beaucarnea

Mojej się widocznie spieszyło, rozsadziła doniczkę, która pękła w jednym miejscu i się wyszczerbiła. Na szczęście nie wyrzuciłam jej od razu, najwyraźniej opatrznościowo! Znalazłam ją po jakimś czasie podczas sezonowego porządkowania naszej małej szopy ogrodowej i wtedy:

tadaam!!!



 Śliczna biała zgrabna doniczka, choć wyszczerbiona, została uratowana! Dodała uroku zwyczajnemu rojnikowi. Skaza, uszczerbek, koniec stały się początkiem nowego.


To  nie koniec przygody małej zgrabnej doniczki. Nowe życie, to nowe możliwości, nowa perspektywa - jak w życiu…


Z przodu biała doniczka z rojnikiem, w żółtej posadziłam maleńką sadzonkę czerwonej sundaville, obok której widać rózową bugenwillę, za nimi młoda wysmukła oliwka


Stała się częścią mojej ulubionej śródziemnomorskiej kompozycji. Umieściłam ją na stole balkonowym w towarzystwie innych kwiatów i młodziutkiej oliwki. Pijąc poranną kawę, czytając coś ciekawego, czuję się jak bym była na urlopie! Lubię cieszyć się drobnymi szczegółami, krótkimi chwilami, takimi niepozornymi, małymi kropkami w moim życiu. Dzięki temu to co ulotne tak szybko nie uleci!


Niech tak się zawsze dzieje...i kropka!




Brak komentarzy: