Dyrygent to nie tylko muzyk. Jak okiełznać dziecięcy żywioł i prowadzić chór?
Dyrygent to nie tylko muzyk. Jak okiełznać dziecięcy żywioł w chórze
O psychologii pracy z najmłodszymi, walce z infantylizmem, sile folkloru i ruchu scenicznym, który staje się piękną „zasłoną dymną” dla trudnych melodii.
Od autorki: Poniższy artykuł powstał na podstawie wywiadu przeprowadzonego ze mną w ramach pracy magisterskiej studenta Edukacji muzycznej. Ta inspirująca rozmowa pomogła mi zebrać i uporządkować moje wieloletnie doświadczenia pedagogiczne oraz własne, uniikalne metody pracy na trudnej, ale jakże pięknej drodze budowania sukcesu chóru dziecięcego. Tekst zredagowałam w formie osobistej opowieści z nurtu slow education.
Spis treści:
- Doświadczenie, które rodzi się powoli
- Od prostych dźwięków do wspólnego wielogłosu
- Jak bez pośpiechu oswoić wielogłos?
- Ruch jako naturalne narzędzie i ucieczka od trudności
- Szacunek do słowa: Unikanie infantylizmu
- Zrozumieć dziecięce emocje: Zarządzanie uwagą
- Wychowanie do piękna i kultura sceniczna
- Wspólnota, która daje siłę
Szczerze mówiąc, nigdy nie planowałam założenia chóru dziecięcego. Kiedy po dziesięciu latach urlopu macierzyńskiego wróciłam do pracy w szkole, dyrektor po prostu oznajmił mi, że będę prowadzić taki zespół. Przeznaczył na ten cel dwie lekcje tygodniowo, a na pierwszą próbę przyszło zaledwie dwunastu uczniów. Na początku nie wiedziałam, co będziemy śpiewać – nie miałam gotowych materiałów, ponieważ sama nigdy nie śpiewałam w chórze dziecięcym. Nasz program składał się więc ze zwyczajnych piosenek dla dzieci. Zrozumienie tego, na czym polega praca z takim zespołem i jak go odpowiednio, spokojnie prowadzić, zajęło mi dwa lata.
Doświadczenie, które rodzi się powoli
Wcześniej przez kilka lat prowadziłam chór kameralny przy parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Czeskim Cieszynie. Było to jednak zupełnie inne doświadczenie – praca z dorosłymi, a nie z żywiołowymi dziećmi ze szkoły podstawowej. Musiałam zacząć od zera: szukałam specjalistycznej literatury oraz kompozycji dedykowanych najmłodszym, ucząc się cierpliwości krok po kroku.
Kluczowym momentem było odkrycie warsztatów i przeglądów chóralnych organizowanych w okolicy. Zaczęłam regularnie – trzy razy w roku – jeździć na warsztaty w Czechach: jesienią i wiosną na weekendowe, a latem na tygodniowe. Robiłam to przez kilkanaście lat, podpatrując pracę innych dyrygentów i przysłuchując się próbom ich zespołów. Chciałam poczuć tę autentyczną energię wspólnego śpiewu.
Dziś, gdy ktoś pyta mnie o moją własną metodę pracy, trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie. Mój warsztat stale ewoluuje, a stosowane przeze mnie techniki to wypadkowa wszystkiego, czego się przez te lata nauczyłam. Każda kompozycja wymaga przecież innego, indywidualnego podejścia i czasu.
Z inspiracji innymi „Mój sposób działania to raczej wypadkowa wszystkiego, czego się wcześniej nauczyłam. Kiedy dyrygent zbiera doświadczenie, to z czasem jego metoda pracy z zespołem naturalnie i pięknie ewoluuje.”
Od prostych dźwięków do wspólnego wielogłosu
Chór prowadzę sama, natomiast w sprawach organizacyjnych i administracyjnych – przy wyjazdach czy projektach – od początku pomaga mi mąż. W ostatnim czasie dołączyło do niego kilkoro wspaniałych rodziców. Nasz repertuar rósł razem z nami, bez pośpiechu. Pierwszym przełomem była okrągła rocznica powstania szkoły. Przygotowaliśmy wtedy oprawę muzyczną szkolnego przedstawienia i to był nasz pierwszy oficjalny występ. Wtedy też zaczął się u nas rozwijać śpiew wielogłosowy.
Na początkowych próbach wykonywaliśmy proste kanony i inne utwory polifoniczne. Z czasem do zespołu dołączało coraz więcej dzieci – po dwóch latach zespół liczył około dwudziestu pięciu uczniów. Ten stan utrzymywał się przez dłuższy czas. Dziś jest nas ponad czterdziestka!
Rok po powstaniu „Trallala”, gdy najstarsze dzieci opuściły mury szkoły, uznałam, że potrzebuję grupy przygotowawczej. Wtedy powołałam do życia „Trallalinki”.
Do naszego chóru może przyjść każde dziecko, które nosi w sercu miłość do muzyki. Przed pierwszą próbą nowego członka zespołu ustalam z nim, w którym głosie będzie śpiewać. Wstępnie sprawdzam, czy śpiewa wyżej, czy niżej. Nie komentuję wtedy jakości i czystości głosu dziecka podczas śpiewania piosenki. Chłopcy z natury rzeczy trafiają do trzeciego głosu.
Do naszego chóru przychodzą nie tylko dzieci z „Trallalinek”, ale także uczniowie z okolicznych mniejszych szkół, którzy po ukończeniu 5. klasy rozpoczynają naukę w naszej placówce.
Jak bez pośpiechu oswoić wielogłos?
Większość dzieci dołączających do chóru nie zna nut. Aby jak najszybciej oswoiły się z utworami, piszę teksty na dużych plakatach i wieszam je na tablicy. Melodii uczą się ze słuchu. Wybieram piosenki proste, ale piękne, w różnych językach. Jeśli wprowadzam wielogłos, zazwyczaj ograniczam się maksymalnie do dwóch głosów, aby nowi członkowie się nie zniechęcili. Często sięgamy po pieśni afrykańskie, egzotyczne lub ludowe – takie, które szybko wpadają w ucho i niosą dobrą energię.
Nauka śpiewu wielogłosowego to jednak długi i wymagający proces. Na przykład w polifonii renesansowej czy barokowej występuje tak zwane krzyżowanie głosów, gdzie sopran nagle schodzi niżej niż pierwszy alt. Dzieci muszą mieć tego świadomość. Kiedy widzę, że praca nad wielogłosem zaczyna nużyć zespół, kluczowe staje się idealne dopracowanie poszczególnych partii. Wtedy jedna grupa ćwiczy osobno, aż do skutku...
Dopiero gdy mam stuprocentową pewność, że wszyscy bezbłędnie opanowali swoją linię melodyczną, zaczynam stopniowo łączyć głosy: pierwszy z drugim, pierwszy z trzecim, drugi z trzecim, aż w końcu śpiewamy wszyscy razem.
Podczas łączenia stosuję różne triki – jednej grupie akompaniuję na instrumencie, gdy druga śpiewa a cappella, albo głośniej gram na pianinie partię trzeciego głosu, żeby stała się dla nich wyraźnym punktem odniesienia. Robię to po to, by zyskać pewność, że wykonanie jest czyste i dzieci nawzajem się nie przekrzykują.
Na koniec testuję różne składy wykonawcze – śpiewają sami najstarsi, potem średnia grupa, a potem najmłodsi ze starszymi. Bez takiego solidnego, rzemieślniczego dopracowania nic z tego nie będzie...
Krok po kroku do celu „Muszę mieć stuprocentową pewność, że cała grupa idealnie umie zaśpiewać swoją partię. Dopiero potem zaczynamy łączyć głosy. Bez takiego solidnego dopracowania nic z tego nie będzie. To długi i wymagający proces.”
Ruch jako naturalne narzędzie i ucieczka od trudnościW pracy z dziećmi niezwykle ważne są metody aktywizujące, takie jak ruch przy muzyce czy elementy rytmiki. Wykorzystuję je głównie podczas rozśpiewania lub w momentach, gdy dzieciom trudno jest czysto wyintonować bardzo wysokie bądź niskie dźwięki. Pomaga to w prawidłowym rozwoju emisji głosu.
Zrozumieć dziecięce emocje: Zarządzanie uwagą
Dzieci w wieku szkolnym cechują się zróżnicowanym poziomem koncentracji. Nasz chór ma regularne próby w poniedziałki po lekcjach i po obiedzie. Uczniowie bywają wtedy senni, zmęczeni lub sfrustrowani gorszym dniem w ławce. Kiedy to widzę, nie walczę z tym na siłę – odpuszczam najtrudniejsze elementy i stawiam na lżejszą, bardziej rekreacyjną próbę. Słucham ich potrzeb.
Aby utrzymać uwagę podopiecznych, podczas jednych półtoragodzinnych zajęć pracujemy nad minimum pięcioma utworami jednocześnie. Męczenie jednej piosenki przez całe półtorej godziny mija się z celem. Skupiamy się na konkretnych fragmentach, a gdy widzę, że uwaga dzieci zaczyna się rozpraszać, natychmiast zmieniam materiał na inny – na przykład taki, w którym ćwiczymy ruch z muzyką.
W momentach kryzysowych niezawodne okazują się przerywniki w formie zabawy, jak choćby „Klaśnij wtedy, kiedy dyrygent”. Taki prosty trik błyskawicznie resetuje umysły i przywraca uśmiech. Gdy ucieka nam czysta intonacja, robię krótkie, ponowne rozśpiewanie albo proponuję utwór, który chórzyści mają opanowany do perfekcji. Wtedy brzmienie automatycznie się poprawia, dzieci odzyskują pewność siebie i możemy ze świeżą energią wrócić do trudniejszego fragmentu.
Wychowanie do piękna i kultura sceniczna
Niezwykle ważną rolę w strukturze chóru odgrywają starsi, bardziej doświadczeni chórzyści. Ta troska o młodszych kolegów pojawiła się u nas zupełnie naturalnie. Starsze dzieci chętnie pomagają mi prowadzić próby w sekcjach głosowych. Podczas standardowych zajęć mówię po prostu: „Pierwszy głos, wyjdźcie na korytarz, poćwiczcie chwilę i wracajcie”.
Nowi członkowie czują się bezpiecznie, wiedząc, że starsi koledzy pomogą im odnaleźć się w partyturach czy opanować choreografię. Podczas zgrupowań nowi członkowie zawsze siedzą obok tych doświadczonych, aby dobrze słyszeć swoją partię melodyczną, dzięki czemu nauka idzie o wiele sprawniej.
Występy na scenie to dla moich podopiecznych prawdziwa szkoła kultury osobistej. Dzieci uczą się nienagannego zachowania, właściwej, wyprostowanej postawy, szczerego uśmiechu i budowania pewności siebie.
Ogromną wagę przywiązujemy też do estetyki wyglądu – identycznych butów, eleganckich much u chłopców czy starannych fryzur u dziewcząt. Poprzez te wymagania staram się zaszczepić w młodych ludziach szacunek do publiczności.
Jednocześnie dbam o to, by uczyć ich skromności i pokory. Na festiwalach zawsze słuchamy innych zespołów, szukamy inspiracji i nigdy nie wyśmiewamy potknięć innych wykonawców. Tego samego oczękuje od nich w stosunku do nas samych – uczę ich otwartości na konstruktywną krytykę. Bardzo cenimy konkursy, które umożliwiają dyskusję z jurorami. To z tych analiz czerpałam wiedzę, w jakim kierunku prowadzić zespół, i te rozmowy miały ogromny wpływ na rozwój „Trallala”.
Szkoła charakteru i pokory „Tego uczę moich chórzystów – bycia otwartym na konstruktywną krytykę, której nie trzeba się bać. Człowiek powinien mieć w sobie pokorę. Na konkursach uczymy się od innych i nigdy nie wyśmiewamy potknięć.”
Wspólnota, która daje siłę
Sukces chóru nigdy nie jest zasługą jednej osoby. Mamy wspaniałe relacje zarówno z dyrekcją i nauczycielami, jak i z rodzicami. Czujemy, że wszyscy dobrze nam życzą. Rodzice są po prostu niezastąpieni – pomagają w organizacji zgrupowań, dbają o bezpieczny transport dzieci, a stała grupa opiekunów wspiera mnie logistycznie podczas występów wyjazdowych i zagranicznych. Dzięki temu pięknemu zapleczu mogę skupić się wyłącznie na pracy artystycznej.
Słowo na koniec „Śpiew w chórze to jedyna sztuka, w której dziesiątki różnych serc zaczynają bić dokładnie w tym samym rytmie. Kiedy śpiewa dziecko, nie tylko rozwija swój głos – ono uczy się słuchać drugiego człowieka, odnajduje własną odwagę i buduje wewnętrzną wrażliwość, którą poniesie w dorosłe życie. Chór to nie tylko lekcja muzyki, to przede wszystkim najpiękniejsza lekcja wspólnoty.”
Wspólne muzykowanie od najmłodszych lat ma niezwykły, wszechstronny wpływ na rozwój człowieka.
Oprócz oczywistych korzyści, takich jak rozwój słuchu, poczucia rytmu czy prawidłowej dykcji i postawy, śpiew zespołowy potężnie stymuluje mózg – buduje nowe połączenia neuronowe, poprawia pamięć i ułatwia koncentrację.
Co jednak najważniejsze, chór uczy empatii. Dziecko dowiaduje się, że jego głos jest ważny, ale najpiękniejsze brzmienie powstaje wtedy, gdy współgra z głosami innych. To uczy pokory, odpowiedzialności za grupę i daje głębokie poczucie przynależności, które chroni przed samotnością i buduje silne poczucie własnej wartości na całe życie.
Gdybym miała podsumować, jakie cechy powinien posiadać dobry dyrygent pracujący z chórem dziecięcym, wskazałabym na: cierpliwość, pokorę, intuicję, systematyczność i nieustępliwość, ale jednocześnie – ogromną wyrozumiałość oraz poczucie humoru. Bez tego ostatniego trudno byłoby okiełznać i w pełni docenić ten piękny, dziecięcy żywioł.

Komentarze
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania. Twój adres email nie będzie widoczny.