jak zaczęłam blogować

Wkrótce minie rok od opublikowania pierwszego postu na moim blogu. Skąd ten pomysł? Dwa lata temu po powrocie z urlopu (tylko we dwoje!) błysnęła myśl, żeby opisać nasze wrażenia, posegregować zdjęcia, podzielić się radością. Brakowało wtedy jakiegoś “pstryka”, który pchnąłby mnie do działania.


Lockdown i pustka


Trzeba było dwóch lat, by myśl o blogowaniu przerodziła się w wewnętrzną potrzebę. Stało się tak zeszłego roku, w czasie lockdownu, gdy zostaliśmy zamknięci w naszych domach.


Ogólne i odgórne zawieszenie kolektywnej działalności artystycznej sprawiło, że deficyt przeżyć estetycznych sprawił, iż moja wrodzona potrzeba karmienia duszy harmonią i pięknem wyruszyła na poszukiwanie nowego źródła, nowych doznań.


Początki blogowania
Wypływam i jakoś nie tonę, choć czasem "woda sięga mi po szyję..."


Z pomocą męża założyłam bloga i od razu wypłynęłam na szerokie wody. Pełny spontan! Jak już się na coś zdecyduję, nie czekam, wyruszam pełną parą: z wiarą, ufnością i optymizmem, bez strachu i zbędnych skrupułów.


Szkoda na nie czasu! Wszystkiego nauczę się po drodze! A że będą potknięcia, porażki? Cóż, uczony z nieba nie spadł i nikt nie jest idealny!


A nie najlepsze to przecież nie najgorsze i chyba lepsze od niczego!


To już rok...


Wkrótce - w czerwcu minie rok od początku mojej przygody z blogowaniem i obecnością w mediach społecznościowych: Facebooku oraz Instagramie.


Wiem, że moje posty nie są idealne, ciągle się uczę (od młodszych), czytam inne blogi (też młodszych…), biorę udział w kursach, czytam poradniki, ebooki, rozkminiam, jak przypodobać się algorytmom wyszukiwarki, edytuję swoje wpisy, poprawiam, kasuję i piszę, piszę...


Cały czas zaskakuje mnie to, ile skrytek znajduje się w duszy i umyśle człowieka.


Trzeba tylko wyruszyć na poszukiwanie pasujących do nich kluczy, bo

same się nie znajdą. Należy działać, podać przygodzie rękę!


Blogowania "produkt uboczny"


Nigdy nie pisałam wierszy, ani bajek czy poetyckich impresji, choć do tych było mi zdecydowanie bliżej.


Kiedyś miałam zeszycik, do którego z pochłanianych przeze mnie powieści przepisywałam całe zdania, a nawet akapity opisujące piękno przyrody.


Tak mi się podobały, że chciałam je zatrzymać przy sobie, gdy oddam książkę do biblioteki.


Teraz, za każdym razem, gdy jakimś cudem na karcie dokumentu w komputerze pojawi się kolejny wiersz - produkt uboczny blogowania, jestem przekonana, że tym razem to już ostatni raz...


Tak więc cały czas coś się dzieje, jakby mimochodem.


Dziękuję Ci za odwiedziny! Wpadnij jeszcze! Będzie mi bardzo miło!







Brak komentarzy: