TRYB JASNY/CIEMNY
Taka Kropka

Taka Kropka

Taka Kropka to kobiecy blog lifestylowy o podróżach i życiu w stylu slow life. Odkryj pomysły na dalekie wyprawy, proste domowe przepisy oraz codzienne inspiracje modowe z klimatem dolce vita. Czerp ze słonecznej energii i znajdź upragnione wytchnienie, czytając autorskie wiersze i refleksje, w których być może odnajdziesz cząstkę własnego serca.

Podróż poślubna do Andaluzji. Co warto zobaczyć w Maladze i Nerji?

 

Mąż i żona spacerujący brzegiem morza na piaszczystej plaży Malagueta w Maladze podczas słonecznego dnia.


Podróż poślubna do Andaluzji. Co warto zobaczyć w Maladze i Nerji?

Chciałabym znowu poczuć smak świeżej morskiej ryby w knajpce na plaży. Marzy mi się wpatrywanie w spienione fale i wędrówka z wiatrem we włosach po słonecznym wybrzeżu hiszpańskiej Andaluzji. Otulona kocem pragnę drzemać na piasku i łapać pierwsze promienie wiosennego, andaluzyjskiego słońca.

Przez kilkanaście lat rodzinne wyjazdy wakacyjne były dla nas priorytetem – absolutnym, urlopowym must have. Wspólne wycieczki, plażowanie, nurkowanie, morze, gry i zabawy, wieczorne spacery, zwiedzanie i olbrzymie lody ściekające po łokcie. To był cudowny czas radości, odpoczynku, rodzinnej integracji i bycia razem. Dzieci to doceniały i do dziś są wdzięczne za tamte chwile. Gdy jednak wyrosły, wreszcie przyszedł czas, aby zaplanować wyjazdy sam na sam.

Tak narodziła się nasza pierwsza podróż poślubna: Andaluzja – Malaga – Nerja w lutym 2019 roku. Ostatnio ożyły we mnie te wspomnienia i zrodziło się pragnienie, by przeżyć te chwile jeszcze raz. Zatęskniłam za spacerami, chodnikami lśniącymi czystością, uroczymi uliczkami, zakamarkami pełnymi nastrojowych knajpek oraz kawiarni. 

💬 Tak na marginesie (Kliknij, aby rozwinąć)

Przy okazji przypomniałam sobie, że byłam wtedy o kilka kilogramów... starsza!

Marzę o tym, by tu jeszcze wrócić. Możesz mi w tym pomóc. Usiądź ze mną na skrzydłach wspomnień, zapnij pasy i polećmy! Wspólnie wyruszymy w podróż, która już się odbyła, ale zaraz wróci.

To nie będzie kolejny, suchy przewodnik, jakich pełno w internecie. Chcę zabrać cię w podróż pełną zapachów, kolorów i emocji. 

Razem zjemy śniadanie na dachu, przy szklance wina skosztujemy hiszpańskiego tapas, wyjdziemy na Gibralfaro i staniemy pod olbrzymią opuncją. Obejrzymy zdjęcia i poczujemy smak spełnionych marzeń. 

Nie zabraknie tu też moich osobistych rad, spostrzeżeń i wskazówek, które pomogą Ci zaplanować własną andaluzyjską ucieczkę w stylu slow life. Zaparz ulubioną kawę, odetchnij głęboko i przenieś się ze mną na słoneczne południe Hiszpanii! ☀️


Spis treści


1. Lot do Malagi

Do Andaluzji lecimy liniami lotniczymi Smartwings. Na ekranie pokładowym cały czas wyświetla się nasza trasa. Podróż trwa około trzech godzin.

Do Malagi przybywamy w godzinach wieczornych, więc decydujemy się na zamówienie taksówki. Przy wyjściu z lotniska czeka na nas kierowca z tabliczką. Widnieje na niej nasze nazwisko – Brzóska – które dla obcokrajowców jest trudne nie tylko do wymówienia, ale i do napisania.

O dziwo, tym razem kierowca zapisał je bezbłędnie! To niesamowite, z iloma wersjami już się spotkaliśmy podczas naszych zagranicznych podróży: Brzószka, Bżoszka, Bzrozska, Brzośka…

💡 Moja wskazówka: Jak przygotować tańsze wakacje w Maladze? (Rozwiń)

Taksówka z lotniska była dosyć droga. W Maladze bardzo dobrze funkcjonuje o wiele tańsze i szybsze metro, z którego warto skorzystać, by zaoszczędzić na transporcie.

2. Gdzie nocować w Maladze?

Nieopodal centrum, w zakamarku bocznej i spokojnej uliczki, wynajmujemy apartament. Co ciekawe, udaje nam się go zarezerwować za jedną trzecią standardowej ceny! Miejsca jest mnóstwo – to lokum przygotowane dla sześciu osób, a nas jest tylko dwoje. Rewelacja!

Do dyspozycji mamy parter, dwa piętra, śródpiętro, dwie łazienki oraz w pełni wyposażoną kuchnię. Na samej górze znajduje się biała sypialnia z bielusieńką, szeleszczącą pościelą i balkonikiem wychodzącym na śliczne, typowo hiszpańskie białe podwórko.

Ceną za ten luksus była jednak całe mnóstwo schodów do wejścia i zejścia. O matko, gdyby ktoś widział, jak po tych stopniach złaziłam drugiego dnia, mając gigantyczne zakwasy w łydkach…

💡 Moja wskazówka noclegowa (Rozwiń)

Następnym razem wolelibyśmy mieszkać jak najbliżej plaży. Dobrym wyborem będzie hotel ze śniadaniem lub jeden z przecudnych andaluzyjskich domków wyłożonych marokańskimi kafelkami.

3. Pierwsze nocne wyjście na miasto i targ Atarazanas

Mieszkamy w historycznej części Malagi, skąd do ścisłego centrum mamy zalezwie kilka minut spacerem. Szybko zostawiamy bagaże w apartamencie. Naszą pierwszą poślubną przygodę tylko we dwoje rozpoczynamy od nocnej randki pod granatowym niebem Andaluzji.

Malaga tętni życiem, a ja uwielbiam taki klimat! Czuję wyjątkową, wspólnotową więź ze wszystkimi mijanymi osobami. Spacerujemy przecież po tych samych, lśniących chodnikach i zachwycamy się pięknymi budynkami. Uwagę przykuwają przyklejone do fasad, urocze balkoniki. Zaglądamy do lokalnych kafejek i nastrojowych knajpek.

Jesteśmy przeszczęśliwi. Pełnymi garściami wchłaniamy klimat tego przepięknego miasta, w którym w rytmie flamenco nie tylko się tańczy, ale po prostu żyje!

Oliwki, figi i czerwone wino na targu Atarazanas


targ w Maladze


Wieczorami rozsiadamy się na wygodnej, szerokiej sofie na jednym z półpięter naszego apartamentu. Delektujemy się smakiem świeżych fig i oliwek. Kupiliśmy je na olbrzymim, malagijskim targowisku Atarazanas (Mercado Central de Atarazanas), którego zabytkowa hala pochodzi aż z XIV wieku. Pijemy hiszpańskie czerwone wino i szukamy w Google inspiracji, by jak najlepiej zaplanować naszą andaluzyjską przygodę.
💡 Moja wskazówka: Gdzie NIE jeść kolacji w Maladze? (Rozwiń)

Nie warto zatrzymywać się w restauracjach, w których widzimy niewielu gości. Z reguły bywa tam drogo i niezbyt smacznie. Szukaj miejsc pełnych lokalnych mieszkańców.

4. Jaki był nasz plan zwiedzania Malagi?

Nasz plan na ten urlop w Andaluzji był niezwykle prosty:

  • Rano wypić aromatyczną kawę w lokalnej kafejce.
  • Zwiedzić historyczną, starą część miasta i najważniejsze zabytki.
  • Zaliczyć długi, relaksujący spacer po plaży i odwiedzić nadmorskie knajpy.
  • Spacerować po zielonych, malagijskich parkach.
  • Wieczorem wypić w barze lokalne piwo lub lampkę wina i skosztować hiszpańskiego tapas.
  • Na koniec: zaplanować całodniową wycieczkę do Nerji.

Malaga o poranku i stąpanie po niebie

Wyruszamy rankiem, tuż po godzinie ósmej. Miasto dopiero leniwie budzi się do życia. Właściciele sklepików, kawiarni i knajpek rozstawiają stoliki na zewnątrz, kładą na nie świeże obrusy, kwiaty, wyciągają krzesła i rozkładają parasole.

Uśmiechamy się szeroko na widok tego, jak starannie szorują idealnie czysty bruk. Z tych ulic nie wahałabym się nawet jeść! Wylewają na kamienie wielkie ilości wody i z czułą starannością myją obejście miotłą ze szmatą – zupełnie tak, jak myje się podłogę w domu.

Plac w Maladze, olbrzymia kamienica, palmy


Dzięki temu całe miasto lśni nieskazitelną czystością. W wypolerowanych chodnikach pięknie odbija się błękitne, andaluzyjskie niebo. Stąpamy więc po niebie i czujemy się jak w niebie! Malaga, ¡olé!

💬 Swoją drogą... (Rozwiń)

Wtedy po raz pierwszy w życiu pomyślałam, że w miotle, szmacie i kuble z wodą też można dostrzec jakiś ukryty urok…

Kawa na dachu z widokiem na miasto

Widok z dachu kawiarni w Maladze


Zamawiamy kawę i ciasto w klimatycznej kawiarence, która mieści się w wysokiej, wąskiej kamienicy. Budynek ma chyba z pięć pięter. Prowadzi z niego wiele krętych schodów bezpośrednio na uroczy taras znajdujący się na samym dachu.

Ciekawe, ilu gości decyduje się na taką wspinaczkę. Pewnie dlatego nikogo tu nie ma. Na wytrwałych wspinaczy w nagrodzie czeka tu wielka sofa, stoliki oraz krzesła. W skrzynkach balkonowych rosną sukulenty. 

Widok na pokrytą czerwoną dachówką Malagę zapiera dech w piersiach! To niesamowity początek dnia. Nieliczne promienie słońca przedzierają się przez kłęby granatowych chmur, raz po raz oświetlając budynki. Wygląda to tak, jakby chciały wskazać nam miejsca, których absolutnie nie wolno nam pominąć podczas zwiedzania.

Malaga totalnie mnie urzekła. Nie narzuca się od razu, ale powoli sączy swój urok prosto do serca. Pachnie słonym morzem, rozgrzanym brukiem i słodkim winem, a jej ulice pulsują radosną, andaluzyjską energią. Spędziliśmy godziny na niespiesznym gubieniu się w labiryncie starego miasta, gdzie każdy zaułek kryje małe dzieło sztuki.

To jedno z najstarszych miast w Europie, którego bogata przeszłość sięga wielu wieków przed naszą erą. Wyobrażam sobie, że każdy tutejszy kamień, cegiełka czy wypolerowana tysiącami stóp kostka brukowa skrywa niezwykłą tajemnicę. Wierzę, że w podmuchach wiatru krążą tu duchy dawnych lat, a powietrze przesiąknięte jest historią.

Liczne wojny i oblężenia w minionych wiekach zniszczyły większość najstarszych budowli, ale to co przetrwało i powstało w późniejszych okresach, i tak robi piorunujące wrażenie!

Podziwiamy wysokie kamienice z uroczymi, wąskimi balkonikami i loggiami, które nawet od spodu wyłożone są przepięknymi, barwnymi kafelkami azulejos. Raz po raz patrzymy w górę, nie mogąc oderwać od nich oczu – musimy przy tym bardzo uważać, by nie potknąć się na gwarnym deptaku i nie wpaść na mijających nas przechodniów.


Kamienica w Maladze, balkony - loggie


Świeckich zabytków historycznych nie ma w Maladze zbyt wiele, ale ich rozmiary robią wrażenie. To im dedykujemy pierwszy dzień naszej podróży. Bez pośpiechu i bez sztywnego harmonogramu – jesteśmy przecież na urlopie! Presja i realizowanie planów muszą poczekać na powrót do codzienności. Teraz pozwalamy sobie na pełną spontaniczność.

6. Jakie są najbardziej znane zabytki w Maladze?

Najważniejsze punkty na historycznej mapie miasta to Katedra Wcielenia, twierdza Alcazaba, zamek Gibralfaro oraz teatr rzymski. Otoczone arabskimi murami stanowią unikalną całość, której po prostu nie sposób pominąć.

Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa (Iglesia del Sagrado Corazón)

Zdając się wyłącznie na intuicję, skręcamy w jedną z bocznych uliczek i... nie wierzymy własnym oczom! Choć przed wyjazdem czytałam o atrakcjach Malagi, by nie jechać zupełnie w ciemno, to miasto i tak potrafi zaskoczyć.

Jakież jest więc moje zdziwienie, gdy nagle stajemy przed przepiękną świątynią. Nie jest to wiekowy zabytek, bo zbudowano go na początku XX wieku w stylu neogotyckim, ale zachwyca strzelistą architekturą.

Właśnie rozpoczyna się msza święta. W ławkach siedzi zaledwie kilka osób. Nabożeństwo odprawiane jest w przedziwny sposób – język brzmi jak intrygująca mieszanka hiszpańskiego z arabskim. A może to po prostu specyficzny akcent celebrującego księdza? Do naszych uszu docierają charakterystyczne, szeleszczące „sz” i gardłowe „ch”...
💡 Moja wskazówka: Mniej znaczy więcej! (Rozwiń)

Nie warto kurczowo trzymać się planu. Wyjazd ma być czasem odpoczynku i wyluzowania, a nie bezdusznym zaliczaniem kolejnych punktów programu. Nie zobaczyliśmy w Maladze wszystkich zabytków, nie zdążyliśmy zwiedzić chociażby słynnego Muzeum Picassa – i bardzo dobrze! Urlop to nie wyścig.

Katedra Wcielenia w Maladze (La Manquita)

Królująca nad miastem, monumentalna katedra Wcielenia (Santa Iglesia Catedral Basílica de la Encarnación), z uwagi na brakującą drugą wieżę nazywana jest przez mieszkańców Malagi La Manquita – Dama z jednym palcem.

Katedra w Maloadze na tle nocnego nieba


katedra w Maladze z widocznymi wieżami - jedną niższą, drugą niedokończoną

Zachwyca swoją niedoskonałością. Fakt, że z braku funduszy nigdy nie ukończono jej drugiej wieży, dodaje jej niesamowitego, wręcz poetyckiego i ludzkiego charakteru.

Budowy katedry rozpoczęła się w XVI wieku i trwała przez 250 lat! Katedra jest przez to fascynującą mieszanką kilku stylów architektonicznych: gotyku, renesansu i baroku. Ma 48 metrów wysokości i w mieście przyjęło się, że żadnemu nowemu budynkowi nie wolno jej przewyższyć. A może po prostu nie wypada? Wszak to dama!

Zamek Gibralfaro, twierdza Alcazaba, teatr rzymski i Arena Plaza de Toros

Moje serce skradły monumentalne, surowe mury zamku Gibralfaro i twierdzy Alcazaba. Podejście tam bywa małym wyzwaniem dla kondycji, ale nagroda, która czeka na szczycie, zapiera dech w piersiach. Kiedy stoisz tam wysoko, a pod stopami masz panoramę całego miasta, portu i bezkresne, błękitne morze, czas na chwilę się zatrzymuje. A ponieważ Malagę zwiedzamy poza sezonem, jesteśmy tu sami!

Widok na zatoke w Maladze z twierdzy Gibralfaro


Chociaż wejściówki do tych obiektów (prócz teatru rzymskiego, do którego wstęp jest wolny) kosztują tylko kilka euro, z braku czasu decydujemy się na podziwianie ich z zewnątrz. Postanawiamy, że koniecznie musimy tu jeszcze wrócić!

Mijamy wysokie palmy i rozrośnięte krzewy kwitnącej lantany. Robimy pamiątkowe zdjęcia na tle olbrzymiej, różowej bugenwilli, która pnie się po ruinach pamiętających zapewne czasy zdobycia Malagi przez Maurów. Wspinamy się po niekończących się schodach, mijając solidne baszty.

Wreszcie wychodzimy na szczyt XIV-wiecznego Castillo de Gibralfaro, który podwójnymi murami obronnymi połączony jest z twierdzą Alcazaba. Oj, poczuję następnego dnia zakwasy w łydkach, gdy rankiem będę schodzić po stopniach naszego apartamentu!

Na samej górze wita nas potężny wiatr, który przybył tu prosto z gór Sierra Nevada. Chce porwać moje włosy, a mężowi czapkę. Spoglądamy na panoramę miasta. W dole wyraźnie widać arenę Plaza de Toros. Jest olbrzymia – kilka razy w roku ponad 9 tysięcy ludzi przychodzi tu, by obejrzeć tradycyjną corridę.


Wdok na arenę Plaza de Toros w Maladze


7. Spacer po wybrzeżu Costa del Sol

Playa La Malagueta

Przechodzimy przez historyczną część miasta i zmierzamy w kierunku centralnej plaży w Maladze – Playa La Malagueta. To jedna z wielu plaż na słynnym wybrzeżu Costa del Sol (Wybrzeżu Słońca), ale turyści szukają jej najczęściej z powodu olbrzymiego, kultowego napisu „Malagueta”.


Napis na plaży Malagueta w Maladze


Na opustoszałej, szerokiej plaży – bo to przecież dopiero połowa lutego – łapiemy jakiegoś turystę, by sportretował małżeństwo ze stażem. Pstrykamy nasze drugie pozowane, pamiątkowe zdjęcie w życiu.

💬 Z perspektywy czasu... (Rozwiń)

Pierwsze takie zdjęcie, zrobione w dniu ślubu, wisi w białej ramce w naszej sypialni. Z tym że zamiast złocistej plaży w tle, towarzyszy nam na nim wiekowa brzoza, z której być może młode „brzóski” i ich latorośle czerpią swoją tajemniczą moc…

Playa El Dedo

Wyruszamy w długi spacer wzdłuż piaszczystego wybrzeża. Chcemy dojść aż do plaży El Dedo (Palec), najbardziej na południe wysuniętej części Malagi. Przed nami kilkanaście kilometrów pieszej wędrówki, licząc drogę tam i z powrotem. To dosyć dużo, zważywszy, że większość trasy przejdziemy po grząskim podłożu.

Duży piaskowy napis na plaży El Dedo


Zdejmujemy buty, by czuć pod stopami chłodny o tej porze, wilgotny piasek. Czasami pozwalamy zimnej, słonej wodzie musnąć nasze łydki i patrzymy, jak fala leniwie zaciera ślady naszych stóp. A może zabiera je w morską dal, na inną plażę? Może je tam gdzieś kiedyś odnajdziemy?

Pogoda jest słoneczna, lecz wietrzna. Często uciekamy przed zuchwałymi falami, nazbyt rozochoconymi przez lutowy wiatr. Kryjemy się przed nim w zakamarkach wielkich głazów. Znajdujemy wygodne, zaciszne miejsce, by pomilczeć we wspólnym dziękczynieniu, dla którego trudno szukać odpowiednich słów, a które tak łatwo dostrzec w blasku spojrzenia ukochanej osoby.

💡 Moja wskazówka: Lokalizacja ma znaczenie (Rozwiń)

Każdego dnia musieliśmy przebyć w sumie cztery kilometry, by dostać się do plaży i wrócić do naszego lokum. Po całodziennych wypadach nie mieliśmy już siły na wieczorny spacer po brzegu. Na szczęście w starej części Malagi panowała tak wspaniała atmosfera, że mocno nam to nie doskwierało, ale warto mieć to na uwadze przy wyborze noclegu.

Bulwar na Costa del Sol i najsmaczniejsza ryba w Andaluzji

W końcu docieramy do miejsca, w którym plaża płynnie łączy się z nadmorskim bulwarem. Zachwycam się urokliwymi domkami. Marzę, by następnym razem zamieszkać w jednym z nich i codziennie móc dotykać gładkich, barwnych marokańskich kafelek. Jakże chciałabym mieć takie w swoim domu! Kto wie…


Ceramiczne kolorowe kafelki na fasadzie domku na bulwarze na Costa del Sol

Rozglądamy się za czymś do zjedzenia. Zatrzymujemy się w nadmorskiej tawernie, która na czas zimy osłonięta jest grubymi foliami chroniącymi gości przed zimnem i wiatrem. Próbujemy zrozumieć hiszpańskie nazwy tutejszych przysmaków, wypisane białą kredą na czarnej tablicy. Nasz wzrok zatrzymuje się przy jednym, intuicyjnie zrozumiałym słowie: „sardynki”.


Restauracja na bulwarze Costa del Sol w Maloadze


Kelner lekko krzywi się na nasz prosty wybór i wskazuje na akwarium, w którym pływają żywe jeszcze owoce morza… Wybieramy jedno z dań i zza foliowych okien, popijając lokalne piwo, patrzymy, jak kucharz przyrządza nasz posiłek.

Wszystko dzieje się bezpośrednio na plaży, na wolnym ogniu, na świeżym powietrzu pachnącym słoną morską wodą. Czas leci wolno, tylko fala falę goni... Przygotowanie jedzenia i jego spożywanie należy przecież celebrować. 

Nikt się tutaj nie spieszy, nam też niespieszno. Poddajemy się atmosferze rytualnej, nadmorskiej niespieszności. Luzujemy! Śmiejemy się, rozmawiamy o głupotach i ukradkiem obserwujemy wesołe, młode towarzystwo przy sąsiednim stole. Zamawiają niewiarygodne ilości jedzenia! Zastanawiamy się, ile czasu im zajmie, nim je pochłoną? Będą tu siedzieć do zmierzchu?

W południowych krajach wspólne spożywanie posiłku to nie tylko pragmatyczne zaspokajanie głodu. To przede wszystkim spotkanie przyjaciół przy jednym stole i wspaniała okazja do długich rozmów. To ważne towarzyskie wydarzenie, na które zawsze warto wygospodarować czas. Nie pamiętam, bym widziała w Maladze chociaż jedno okienko z fast foodami.

💡 Moja wskazówka: Zwolnij tempo! (Rozwiń)

Nie wiem, co nas ciągle goni? To jakiś nałóg. Kiedy wejdziesz do hiszpańskiej czy innej nadmorskiej tawerny, posiedź dłużej. Delektuj się potrawami, zamów więcej niż jedno danie. Niech czas po prostu płynie wolno.


Duża ryba na talerzu


Dobrze, że zamówiliśmy tylko jedną rybę (czemu kucharz szczerze się dziwił…). Jest pyszna! To prawdziwa rozkosz dla podniebienia. No i znowu zaskakujemy kelnera, który nie może zrozumieć, dlaczego nie zamawiamy deseru, skoro tak bardzo nam tutaj smakuje…

Na pocieszenie zgadzamy się na kieliszek tutejszego mocniejszego trunku, po czym kontynuujemy swój kilkunastokilometrowy spacer pod słonecznym niebem Malagi w wiernym towarzystwie śródziemnomorskiego wiatru.

Wieczorne „piekiełko” i szukanie idealnej knajpki

Nie wzięłam z domu nakrycia głowy. Po co, skoro to dopiero luty... Założyłam jedynie opaskę, by chronić uszy przed wiatrem. Mam ochotę na krótkie opalanko, więc siadamy na ławce. Jakie to przyjemne, gdy twarz głaszczą ciepłe promienie zachodzącego słońca, a zmęczone nogi znajdują chwilę wytchnienia.

Na efekty nie muszę jednak długo czekać. Wieczorem w lustrze widzę swoje mocno zarumienione policzki. Piecze jak diabli! Spryskuję twarz zimną wodą i nakładam grubą warstwę makijażu. Bezskutecznie... Z odbicia w lustrze nadal spogląda na mnie klaun z wyraźną, białą opaską w górnej części czoła…

Cóż, trudno. Nie przejmuję się tym zbytnio. W świetle miejskich latarni oraz licznych, oślepiających iluminacji nikt nie zwróci na to uwagi. Innym słowem: w mieście jest widno jak za dnia! Rześkie powietrze skutecznie ochładza nasze podsmażone twarze i ciała. Robi mi się zimno, więc w najbliższym sklepiku kupuję ciepły szalik... Mam go do dziś, choć już go nie noszę…

Rozglądamy się za jakąś klimatyczną knajpką. Wybieramy tę, gdzie jest najmniej wolnych stolików. To jasny znak, że karmią tam smacznie, niedrogo i można liczyć na szybką obsługę. Siadamy przy jedynym wolnym blacie. Nasza rozmowa szybko tonie we wszechobecnym, gwarnym tłumie. Ku naszemu zdziwieniu, stwierdzamy, że do naszych uszu dobiega przeważnie język hiszpański. Nie rozumiemy nic a nic…

Ukradkiem spoglądamy więc na sąsiednie stoły i ostatecznie zamawiamy pyszne, ziemniaczane oraz serowe krokiety, które popijamy zimnym, orzeźwiającym hiszpańskim piwem.

8. Co to jest Tapas – andaluzyjska przekąska?

Prawdziwą ciekawostką kulinarną andaluzyjskich knajp i barów są różnego rodzaju przekąski, które noszą tu nazwę tapas. Co to takiego? Wyobraź sobie małego krasnoludka, który właśnie otrzymuje swoją skromną, dzienną porcję jedzenia, a od razu zrozumiesz ideę tutejszych lokali.

Te urocze miniporcyjki nazwaliśmy z mężem czule „tapasiątkami”. Podawane są zazwyczaj w maleńkich, glinianych miseczkach lub na małych talerzykach. Może to być dosłownie wszystko: kawałki aromatycznego mięsa lub sera, marynowane warzywa, owoce, krokieciki, risotto, gulasz, a nawet placki ziemniaczane! Pamiętam, jak wielki był nasz szok, gdy za sycący zestaw tapas i dwie szklanki zimnego piwa zapłaciliśmy łącznie... tylko 4 euro!

💡 Moja wskazówka: Jak w bonusie otrzymać darmowe tapas? (Rozwiń)

W Andaluzji do zamawianej lampki wina lub szklanki piwa bardzo często otrzymuje się małą przekąskę całkowicie gratis! Rzeczywiście tak jest w wielu tradycyjnych barach: zamawiasz ulubiony trunek, a na Twoim stoliku z automatu pojawia się pyszne tapas.

9. Parki i ogrody botaniczne w Maladze

Parque de Málaga oraz Paseo de los Curas

To przepiękne, zielone oazy w samym sercu tętniącego życiem miasta. Warto wiedzieć, że andaluzyjskie niebo nad Malagą jest pogodne przez około 320 dni w roku, a średnia roczna temperatura waha się w granicach przyjemnych 18 stopni Celsjusza. Schronić się przed słońcem, odpocząć od gwaru miasta, usiąść na ławeczce lub zjeść szybki lunch na trawie można w kilku tutejszych parkach.

Przypominają małe, gęste dżungle. Nad naszymi głowami co chwilę przelatywały barwne, głośne papugi, których skrzek dolatywał aż do plaży. Parki mają tu formę ogrodów, szerokich deptaków, szlaków czy nadmorskich bulwarów o bardzo charakterystycznym, rześkim mikroklimacie.

Kobieta i wysokie palmy za nią

Trafiliśmy na nie przypadkiem: raz podczas schodzenia z tarasu widokowego na wzgórzu Gibralfaro, innym razem w drodze powrotnej z długiej przechadzki po plaży. Na głównym deptaku mieścił się ogromny, gęsto zadrzewiony palmami park z licznymi rabatami, na których rosło wiele tropikalnych perełek botanicznych sięgających samego nieba!

🏋️‍♂️ Dobra wiadomość dla aktywnych: W parkach, na wybrzeżu oraz tuż obok deptaka regularnie mijaliśmy świetnie wyposażone siłownie na świeżym powietrzu.

Ogród Botaniczny La Concepción – kiczowata altana i pyszne kumkwaty

W pobliżu Malagi znajduje się olbrzymi, historyczny ogród botaniczny (Jardín Botánico Histórico La Concepción), będący jednym z największych tego typu obiektów w całej Europie. Wiele się o nim naczytałam przed wyjazdem w sieci i byłam tak ogromnie zapalona, że dosłownie ubłagałam męża, byśmy pojechali zobaczyć na własne oczy ten wychwalany cud świata...

Nie wiem, czy to z powodu wczesnej pory roku, ale z całego ogrodu największe wrażenie zrobiła na nas jego liściasta część z olbrzymimi drzewami. Ich potężne pnie i konary wyglądały, jakby nagle zastygły w amoku szaleńczego, ekspresyjnego flamenco. 

Humoru nie poprawiły nam zwisające wszędzie, kołyszące się na wietrze liany. Miałam nieodparte wrażenie, że wszystko sprzysięgło się przeciwko nam, a te rośliny złośliwie bimbają sobie ze mnie.

Rosnące między nami napięcie ostudziły nieco urocze strumyki i małe wodospady, pojawiające się nie wiadomo skąd i figlarnie znikające w buszu soczystej, zielonej roślinności. 

I to by było w zasadzie na tyle… Rabaty z sukulentami i kaktusami prezentowały się w lutym raczej kiepsko. Były słabo obsadzone, nieco zaniedbane i wyglądały sztucznie. Biała altana wydała mi się kiczowata i tylko zrobienie kilku głupawych, zabawnych fotek uratowało nas przed złym humorem oraz drobną małżeńską sprzeczką o to, kto z nas postawił na swoim...

💬 Wtrącę tylko, że... (Rozwiń)

Była kiedyś taka jedna w historii, co też miała wyjątkową siłę przekonywania do próbowania owoców z drzewa…

Zszedłszy z głównej ścieżki, aby wrócić do wyjścia na skróty, przypadkiem znaleźliśmy się w niewielkim, urokliwym sadzie. Rosły tam drzewa wielkości naszych rodzimych wiśni, a ich jaskrawe, pomarańczowe owoce wyglądały jak miniaturowe mandarynki o kształcie małych śliwek. To były kumkwaty! Mają pyszną, niezwykle aromatyczną skórkę i zjada się je w całości. Są bardzo smaczne, chyba że komuś przeszkadza charakterystyczny, lekko gorzki smak licznych drobnych pestek. Mi osobiście to zupełnie nie przeszkadzało i od razu miałam ochotę podkraść jeden owoc.

💬 Mała spowiedź... (Rozwiń)

Każde dziecko wie, że owoców z nie swoich drzew bez pozwolenia się nie zrywa. Można najwyżej zebrać te, które same spadły na ziemię, by ten piękny dar Boży się nie zmarnował – co też błyskawicznie uczynił mój mąż! Jak to dobrze, że go mam… Zjedliśmy trochę tych kumkwatów na pocieszenie i jako zadośćuczynienie za tę średnio udaną wycieczkę.

💡 Moja wskazówka: Co z tym ogrodem botanicznym? (Rozwiń)

Sama nie wiem, co ostatecznie myśleć o tym ogrodzie botanicznym. Może o innej porze roku robi znacznie większe wrażenie? Myślę jednak, że poświęcanie godziny na dojazd w jedną stronę nie było tego warte, skoro w samej Maladze jest mnóstwo darmowych, przepięknych parków z bogatą roślinnością!

10. NERJA – całodniowy wyjazd z Malagi i Balkon Europy

Miasteczko Nerja oddalone jest od Malagi o około 60 kilometrów. Decydujemy się na podróż autobusem popularnej hiszpańskiej firmy przewozowej ALSA. Podróż w jedną stronę trwa niecałe półtorej godziny, a autobusy na tej trasie kursują bardzo często. Po drodze mijamy niewielkie, malownicze wzgórze usiane tysiącami charakterystycznych, śnieżnobiałych domków. To Frigiliana, którą niestety znamy tylko ze zdjęć. Nie szkodzi, mamy motywację, by tu wrócić.
💡 Moja wskazówka logistyczna: Nerja powrót (Rozwiń)

Najlepiej zaraz po przyjeździe na miejsce, w okienku na przystanku w Nerji, od razu zarezerwować konkretną godzinę kursu powrotnego i kupić bilet. My o tym nie wiedzieliśmy i na koniec dnia było przez to trochę niepotrzebnego stresu.

Frigiliana i Nerja to tak zwane pueblos blancos – charakterystyczne dla tego regionu Andaluzji białe miasteczka, widowiskowo rozsiane po całym górzystym wybrzeżu Costa del Sol.

Jaka atmosfera panuje w Nerji?

Nerja (po arabsku Nerixa, czyli „wiosna w pełni”) to dawna, spokojna wioska rybacka. Dziś jest niewielkim, niezwykle urokliwym andaluzyjskim miasteczkiem o wyjątkowo łagodnym klimacie. Zachwyca zgrabnymi, śnieżnobiałymi domkami ozdobionymi barwnymi mozaikami oraz przytulnymi knajpkami wtulonymi w zakamarki krętych, wąskich uliczek.

Tutaj nikt się nigdzie nie spieszy. Czas płynie leniwie, a zwyczajne odświeżanie i malowanie futryny w drzwiach staje się dla mieszkańców idealną okazją do towarzyskiego spotkania oraz przyjacielskich pogawędek na środku ulicy.

💬 Prawdę mówiąc... (Rozwiń)

Przecież w końcu zawsze przyda się ktoś znajomy do potrzymania drabiny czy podania ciężkiego wiadra z farbą!

Pierwsze szalone zakupy i lekki udar na Costa del Sol

Zanim na dobre rozpoczynamy penetrację Nerji, prawie że wyskakując w biegu z autobusu, udajemy się do najbliższego marketu. Przyjemna, mocna klimatyzacja działa na nas kojąco. Biegamy zestresowani między półkami w poszukiwaniu środka, który choć trochę ostudzi nasze mocno przypieczone poprzedniego dnia twarze.

Czujemy się otumanieni i bardzo boli nas głowa. Wszystko wskazuje na to, że na wietrznej plaży w Maladze nabawiliśmy się lekkiego udaru słonecznego... Kupujemy chłodzący żel z pantenolem i od razu wklepujemy grubą warstwę w czerwone policzki oraz czoło, by poczuć upragnioną ulgę… Tę czynność powtarzamy później zresztą kilkukrotnie w ciągu dnia!

Nie mogąc doczekać się błogiego działania żelu, zatrzymuję się przed pierwszym napotkanym straganem i z wielkiego stosu kapeluszy wyciągam ten z największym rondem. Oczywiście, jak się okazało, był najdroższy ze wszystkich… Płacąc za niego, mój mąż nawet nie mrugnął okiem – kochany jest! To był chyba najbardziej desperacki zakup w moim życiu! Kapelusz mam do dziś, jest solidnie wykonany, ozdobiony muszelkami. To dla mnie cenna pamiątka. Zabieram go czasem na kolejne nadmorskie wojaże, lecz dziś bardziej dla stylu niż ze względów praktycznych, bo jest mi w nim po prostu za ciepło. Za to wakacyjny look podkręca idealnie!

Wyglądałam trochę jak z przysłowiowym kwiatkiem do kożucha, gdyż piękny, wielki, słoneczny kapelusz zupełnie nie pasował do pikowanej kurtki i ciepłego szalika chroniących przed chłodnym, lutowym wiatrem.

💬 Małe wyznanie (Rozwiń)

Jeśli chodzi o moją własną orientację w terenie, to mam wrażenie, że natura postanowiła spłatać mi figla, obdarowując mnie stałym bonusem w postaci przedrostka „-dez” przed słowem orientacja…

Co zobaczyliśmy w Nerji? Kościół El Salvador i Balkon Europy

Podążając w kierunku głównego punktu widokowego, przechodzimy przez urokliwy plac z zabytkowym kościołem św. Salwadora (Iglesia de El Salvador). 

Kościół św. Salwatora w Nerji

Niestety ten piękny, barokowy obiekt z XVII wieku, w którego wnętrzu unikalna sztuka muzułmańska (styl mudéjar) przeplata się z chrześcijańską, był akurat zamknięty. Zachwycamy się barwnymi płytkami ceramicznymi na froncie budynku i podążamy dalej w kierunku szerokiej promenady.

Naszym oczom ukazuje się wreszcie zapierający dech w piersiach Balkon Europy (Balcón de Europa) w Nerji. 


Widok na morze i pasmo górskie z Balkonu Europy w Nerji


To tętniąca życiem, elegancka promenada z szerokim, półokrągłym tarasem widokowym, zawieszonym wysoko na szczycie olbrzymiego pionowego klifiu, w miejscu dawnej fortecy, który niczym potężny statek wydaje się właśnie wypływać na wzburzone, otwarte morze.

Widok panoramy z Balcón de Europa jest zjawiskowy! Z lewej strony widzimy granatowe kłębowisko chmur unoszące się nad majestatycznym pasmem górskim Sierra Almijara. Przed nami, aż po sam horyzont, rozciąga się bezkres morza.

Klif jest tak niebotycznie wysoki, że chyba nawet najbardziej rozigranym falom Morza Śródziemnego braknie sił, by tutaj zerknąć. Nie dziwota, że w czasach starożytnych stała na nim mauretańska forteca. 

Spoglądamy z góry na brzeg wybrzeża, które misternie wyrzeźbione przez wdzierającą się od wieków w głąb lądu wodę, tworzy liczne skalne zatoczki z uroczymi małymi plażami. Raz po raz w podskokach przybywa do nich wielka fala, rozpryskuje się z impetem o kamienie i spieniona szybko ucieka w turkusową, przejrzystą morską toń.

Playa de Calahonda – ukryty labirynt skał

W Nerji i jej najbliższych okolicach znajduje się niezliczona liczba plaż. To prawdziwy raj dla spragnionych kąpieli morskich i słonecznych w kameralnych zatoczkach, a także dla surferów, nurków i osób lubiących adrenalinę, gdy nagle podczas przypływu, w głębinach morza, wraz z ręcznikami znika cała sucha plaża…

Zdejmujemy buty i po stromych schodach prowadzących prosto z Balkonu Europy, boso schodzimy na znaną z andaluzyjskich pocztówek, malowniczą plażę Playa de Calahonda

Biały domek z niebieskimi okiennicami na Playa de Calahonda w Nerji


Ponieważ mocno wieje wiatr, a fale są nieco większe, zdejmujemy wierzchnie ubrania i w samych strojach kąpielowych, trzymając cały swój dobytek wysoko nad głową, znikamy w labiryncie skał i wielkich, porozrzucanych głazów tworzących śliczne zakamarki.

To była istna droga z przeszkodami. Trochę się bałam, że poślizgnę się na jakimś wystającym, mokrym kamieniu. Czasem stąpaliśmy po grząskim, wilgotnym piasku, czasem musieliśmy się mocno spieszyć, by minąć odbijającą się od skał słoną, spienioną wodę i nie zmoczyć naszych suchych ubrań. 

Morze huczało tu jakoś groźnie, a moja wyobraźnia podpowiadała mi, że zaraz połknie mnie jakaś gigantyczna fala i już nikt mnie nigdy nie znajdzie…

Wreszcie, wiedzeni niezawodnym szóstym zmysłem mojego męża, który urodził się chyba z wbudowanym gipiesem, wychodzimy na przepiękną, małą plażę. 

Nikogo tutaj nie ma! 

Miejsce jest tak idealnie schowane, że nawet wiatr tu nie trafia... Zostawiamy nasze rzeczy na piasku i biegniemy zanurzyć przynajmniej nogi. Cieszę się jak małe dziecko! Morze traktuje nas dziś wyjątkowo po przyjacielsku. Duże, spienione fale wyrozumiale zostawia na pobliskich głazach, a do nas przypełza spokojne po piasku, by delikatnie łaskotać nasze bose stopy.

Plażę otaczają wysokie, trochę kruszące się skały. To efekt zimowych wiatrów i wzburzonego morza, wgryzającego się głęboko w ląd. Podziwiam odkryte korzenie drzew i krzewów, które uparcie trwają na stanowisku, zabezpieczając wysoki, skalisto-piaszczysty brzeg przed osunięciem.


wysoki, skalisto-piaszczysty brzeg na plaży w Nerji


Dostrzegam wąską dróżkę, więc postanawiam trochę pomyszkować w okolicy. Mijam olbrzymie, stare, czasem mocno zeschnięte opuncje oraz zielone sukulenty. Widzę dziką malwę, która – jak widać – nie ginie tutaj pod wpływem zimowego przymrozku, ale zamienia się w okazały krzew! 

Nie idę jednak zbyt daleko. Nie chcę natknąć się na węża drzemiącego na rozgrzanych słońcem kamieniach. Wracam więc i dołączam do swojego ukochanego męża. Trwa w milczącej zadumie, zapatrzony w dal, stojąc w wodzie sięgającej mu po kostki. W ciszy celebrujemy chwilę bycia razem.

Wieczorne tapas i dwie lampki wina w Nerji

Pora wracać. A nuż niespodziewany przypływ odetnie nam drogę powrotną? Pragniemy połazić jeszcze trochę po klimatycznych uliczkach białej Nerji.

Skręcamy w wąską, boczną uliczkę. Naszą uwagę przykuwają dwa wysokie krzesła przed jednym z barów. Przez duże witryny widzimy przytulne wnętrze oraz wiele pojemników wypełnionych wszelkimi hiszpańskimi pysznościami! Zamawiamy dwie lampki wina i – dokładnie tak jak w Maladze – po chwili wraz z nimi na naszym stoliku pojawiają się tapasy

Unikatowa, śnieżnobiała Nerja, choć jest niedużym miasteczkiem, ma niesamowicie bogatą historię i wiele ukrytych perełek do obejrzenia. Musimy tu kiedys wrócić na dłużej. Poza tym Nerja to świetne miejsce wypadowe do zwiedzania okolicy.

¡Hasta luego, pueblo blanco! Do zobaczenia wkrótce, białe miasto!

Ten wyjazd był ukoronowaniem naszego urlopu w Andaluzji –  przysłowiową wisienką na torcie! Koniecznie chciałam jej skosztować i całe szczęście, że ostatecznie nie odpuściłam. Choć, jak to czasem w życiu bywa, oboje poczuliśmy jej słodko-cierpki smak, musiałam bowiem trochę pożonglować trafnymi argumentami i robić maślane oczy, nim ostatecznie się ugiął…

Później dziękował mi za tę andaluzyjską wisienkę.

O czym będę zawsze pamiętać?

Nasza mała andaluzyjska wyprawa uświadomiła mi, że w podróżowaniu najpiękniejsze są chwile, kiedy nigdzie się nie spieszysz. To zapach kwitnących kwiatów, ciepły wiatr na skórze i filiżanka dobrej kawy wypita na gwarnym placu. To lekcja uważności, którą staram się pielęgnować w sobie każdego dnia po powrocie 🍋.

💡 Moja polecajka, czyli gdzie znajdziesz więcej informacji?

Przygotowując się do naszej hiszpańskiej przygody, mnóstwo ciekawych, sprawdzonych i przydatnych informacji praktycznych znaleźliśmy na poniższych stronach turystycznych, które z całego serca polecam odwiedzić przed podróżą:


📌 Andaluzja w pigułce – podsumowanie i informacje praktyczne

Dla osób, które szukają samych konkretów logistycznych i cenowych, przygotowałam skrótowe podsumowanie naszej podróży poślubnej do Malagi i Nerji bez poetyckich opisów.

✈️ 1. Lot i Transport z lotniska (Kliknij, aby rozwinąć)
  • Linie lotnicze: Smartwings (czas lotu: ok. 3 godziny) [1].
  • Dojazd do centrum: Taksówki z lotniska są drogie. O wiele tańszą i szybszą alternatywą jest metro w Maladze [1].
🏨 2. Noclegi w Maladze (Kliknij, aby rozwinąć)
  • Gdzie mieszkaliśmy: Apartament w historycznej części miasta (wynajęty poza sezonem za 1/3 standardowej ceny) [1].
  • Wskazówka: Duża liczba schodów w kamienicach może być uciążliwa. Na kolejny wyjazd lepszym wyborem będzie hotel ze śniadaniem jak najbliżej plaży [1].
🏛️ 3. Co warto zobaczyć? Atrakcje i Zabytki (Kliknij, aby rozwinąć)

Malaga:

  • Zabytki: Katedra Wcielenia (La Manquita), twierdza Alcazaba, zamek Gibralfaro (Castillo de Gibralfaro), teatr rzymski (wstęp wolny) oraz Arena Plaza de Toros [1].
  • Plaże: Playa La Malagueta (z kultowym napisem) oraz Playa El Dedo (najbardziej wysunięta na południe) [1].
  • Parki i Natura: Parque de Málaga, Paseo de los Curas oraz Ogród Botaniczny La Concepción [1].

Nerja (Pueblo Blanco):

  • Główne punkty: Balkon Europy (Balcón de Europa) – taras widokowy na klifie, kościół św. Salwadora (Iglesia de El Salvador) oraz malownicza plaża Playa de Calahonda [1].
🍽️ 4. Jedzenie i Kuchnia andaluzyjska (Kliknij, aby rozwinąć)
  • Targowisko Atarazanas: XIV-wieczna hala w Maladze, idealna na zakup świeżych fig i oliwek [1].
  • Nadmorskie tawerny: Warto odwiedzić restauracje na plaży serwujące świeże, pieczone na wolnym ogniu sardynki [1].
  • Tapas: Lokalne miniporcje dań (krokiety serowe, ziemniaczane itp.). W Andaluzji w tradycyjnych barach tapas bardzo często podawane jest gratis do zamawianego wina lub piwa [1].
  • Wskazówka: Unikaj pustych restauracji – zazwyczaj jest tam drogo i niesmacznie. Szukaj miejsc obleganych przez Hiszpanów [1].
🚌 5. Wycieczka jednodniowa z Malagi do Nerji (Kliknij, aby rozwinąć)
  • Dojazd: Autobusy firmy ALSA (odległość ok. 60 km, czas podróży: niecałe 1,5 godziny, kursują bardzo często) [1].
  • Wskazówka logistyczna: Kup bilet powrotny i zarezerwuj godzinę powrotu w kasie biletowej od razu po przyjeździe do Nerji, aby uniknąć stresu na koniec dnia [1].

Komentarze

  1. Super opis, dokładny, plastyczny :) aż sama mam ochotę tam pojechać :) ale chociaż ogladam zdjęcia, to i tak na hasło Malaga, mam przed oczami cukierki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć, bardzo mi miło, że podoba Ci się opis i napisałaś mi o tym! Trochę się nagimnastykowałam przy tym poście...Teraz chcę zabrać się do napisania kolejnego - tym razem z naszych włoskich wojaży po Abruzji. Twój komentarz będzie mi motywacją!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ukrywam, że Hiszpania to moje marzenie. Chciałbym zwiedzić ten kraj, ale najpierw spełniłem swoje większe marzenie i zwiedziłem Włochy. Dzięki serwisowi https://florencja.pl/, który jest przewodnikiem internetowym znalazłem mnóstwo informacji na temat Florencji i okolic. Było to moje marzenie, aby wybrać się do Toskanii. Zwiedziłem też północ i południe Włoch. Czuję się spełniony jeśli chodzi o Włochy, a więc teraz planuję hiszpańskie wakacje i z pewnością Malaga będzie w planie wycieczki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również marzę o Hiszpanii, a szczególnie po przeczytaniu tego artykułu : https://iamtourist.org/gran-canaria/ Twoje zdjęcia również mnie do tego przekonują. Może w przyszłym roku uda mi się tam pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę pomysłów na pyszności - http://www.foodandpeople.pl/
    Na pewno będziecie zadowoleni. Kwestia jedynie taka, na czym wam zależy. Ale wnioski można wyciągnąć.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Twój adres email nie będzie widoczny.

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Taka Kropka