TRYB JASNY/CIEMNY

Jak wychować szczęśliwe dziecko? Dzieci w Paryżu umieją czekać - cz.2

Jak wychować szczęśliwe dziecko?


Wychować szczęśliwe dziecko to z całą pewnością pragnienie każdego rodzica. Czy to proste? Może się wydawać, że zapewnienie dziecku wszystkich potrzeb i spełnianie wszystkich pragnień jest tego warunkiem. 


Dlaczego więc, pomimo miłości i bezgranicznego poświęcenia rodziców, dziecko płacze, grymasi, nie chce spać albo dostaje napadów złości, w związku z czym nie wydaje się zbyt szczęśliwe?


Gdy na świat przychodzi dziecko, życie rodziny przewraca się do góry nogami. Któż z nas nie poznał tego na własnej skórze? Jednak we Francji podobno tak nie jest.

Dlaczego?


Zapraszam do przeczytania cz.1 "Jak wychować szczęśliwe dziecko? Dzieci w Paryżu nie grymaszą


Książkę można kupić na Allegro:

https://allegrolokalnie.pl/oferta/w-paryzu-dzieci-nie-grymasza-pamela-druckerman-do5


Nauka zamiast wychowania


Francuzi nie "wychowują", tylko uczą. Nie stosują też żadnych metod wychowawczych w ich powszechnym rozumieniu.


Trudno zrozumieć jak to możliwe, ale wszystkie pokolenia Francuzów oraz wszystkie klasy społeczne po prostu zgodnie i niezmiennie przestrzegają tych samych reguł.


Autorka książki pisze, że dzieje się tak m.in. dlatego, że spoglądają na dziecko i jego “wychowanie” z innego punktu widzenia. 


Dziecko, przychodzi na świat, którym rządzą już pewne zasady. Im prędzej je pozna i przyswoi, tym łatwiej będzie mu w tym świecie funkcjonować i dążyć do szczęścia.


Tak więc krok po kroku, dzień za dniem, zamiast zderzać się i walczyć z rzeczywistością, dzięki mądrej postawie rodziców i wychowawców, dziecko powoli zaczyna ją zrozumieć i przyswajać. To często pozwala mu uniknąć wielu przykrych doświadczeń, a w związku z tym częstego uczucia bycia nieszczęśliwym.


Nauka zamiast dyscyplinowania i kar


Kryteria wychowywania są dla Francuzów czymś tak oczywistym, że gdyby spytać ich o radę, co takiego robią, że zachowanie dziecka nie przynosi im wstydu i nie komplikuje codziennych sytuacji, nie potrafiliby odpowiedzieć w sposób konkretny.


Na pytanie autorki książki, w jaki sposób francuskim rodzicom udaje się wychować tak zdyscyplinowane dzieci, znajomi po dłuższym namyśle odpowiedzieli: " Aaa, chodzi ci o to, jak je uczymy…" 


Tak więc dla brytyjskiej dziennikarki w Paryżu i świeżo upieczonej mamy, która pragnie utrzymać przyjazne stosunki z innymi matkami i bycia akceptowaną w paryskim towarzystwie, wniknięcie w tzw. “metody wychowawcze” Francuzów, czyli po prostu naukę wprowadzania w życie, stało się po prostu koniecznością.


Co zauważyła?


Francuskie dzieci potrafią CZEKAĆ! 


I to nawet te najmłodsze - niemowlęta. Jak to wygląda w praktyce?


  • Niemowlę nie budzi się dziesięć razy za noc, a przed ukończeniem roku przeważnie przesypia ją całą - rodzice są wyspani.


  • Dziecko wytrzyma chwilę samo leżeć w łóżeczku, choć nie śpi - matka ma czas, by ogarnąć się przed wyjściem na spacer.


  • Dziecko je wtedy, kiedy naprawdę jest głodne - nikt nie biega za nim po domu, by coś zjadło.


  • Dziecko, choć głodne, siedzi przy stole i czeka na swoją porcję - w domu, w restauracji.


  • Gdy matka rozmawia z koleżanką, dziecko nie wrzeszczy jej do ucha lub nie wyrywa słuchawki - matka może spokojnie dokończyć rozmowę


  • Dziecko samo znajdzie sobie zabawę, zajęcie, gdy matka chwilowo nie ma czasu.


Przykłady można by mnożyć…


Efekt “uboczny” umiejętności czekania - dziecko zachowuje się w sposób cywilizowany


Jak to się przejawia?

  • Dziecko nie przypomina dzikusa...

  • Dziecko nie rozpacza z byle powodu

  • Dziecko uczy się samodzielności

  • Dziecko uczy się cierpliwości

  • Dziecko staje się kreatywne

  • Dziecko potrafi się skupić


Cierpliwość, efekt uboczny nauki “czekania”, sprawia, że dziecko nie czuje się nieszczęśliwe czy odrzucone, mimo że nie otrzymuje od razu tego, czego pragnie.


Dziecko jest spokojniejsze, gdyż potrafi zaufać.

Ponieważ potrafi zaufać, częściej czuje się szczęśliwe!


Jak w takim razie wobec dziecka postępują francuscy rodzice, babcie, ciocie, opiekunki w żłobkach, nauczycielki w przedszkolu i szkole?


Autorka pisze, że Francuzi wykorzystują do wychowania dziecka jakąś “niewidzialną cywilizującą siłę”, która pomaga im uczyć je zachowywać się w sposób cywilizowany, czyli kulturalny i nieprzynoszący wstydu.


Francuzi CYWILIZUJĄ dziecko!


Z mojego niełatwego doświadczenia


Pamiętam, że kiedy urodziłam pierwsze dziecko, nie wyobrażałam sobie, że będę w stanie wychować ich więcej. Opieka nad nim wypełniała calusieńką dobę. Obłożona kilkoma poduszkami karmiłam je często godzinę, by po chwili wytchnienia, karmić ponownie. 


Jeździłam z wózkiem po mieszkaniu (!), na przemian z mężem całymi dniami nosiliśmy dziecko, a ono i tak płakało. Lekarz bezradnie rozkładał ręce. Nic nie pomagało.


Nasze najukochańsze dziecko chyba nie było zbyt szczęśliwe?


W mieszkaniu panował straszny bałagan, nie miałam czasu dla siebie, dla męża, nie mówiąc o ugotowaniu obiadu czy pójściu na zakupy. O odwiedzinach koleżanki lub wyjściu z mężem do kina mogłam tylko pomarzyć. 


Nie chciało mi się nawet wychodzić na spacer, a gdy już się wybrałam, za chwilę wracałam z wrzeszczącym dzieckiem w wózku lub na rękach. Powoli zamieniałam się w snujące się po mieszkaniu blade widmo. 


Moja mama niczym francuska matka...


Ten stan na szczęście nie trwał długo, zaczął się zmieniać po niespełna trzech miesiącach dzięki mądrym radom mojej mamy! Myślę, że gdybym spotkała wtedy jakąś francuską matkę, jej rady byłyby bardzo podobne!


Tak więc moja troska o kolejne dzieci ulegała stopniowej metamorfozie. Gdy po niedługim czasie przyszło na świat drugie dziecko, potem trzecie i wreszcie czwarte, wiedziałam, że dam sobie radę i że macierzyństwo naprawdę nie musi być aż tak trudne!


Naukę “czekania” kolejnych dzieci rozpoczynałam już w szpitalu! 


Na czym polegała?


  • Na nieprzeszkadzaniu! 


Gdy dziecko zaczynało się budzić, poczekałam, aż zapłacze, by go niechcący nie wytrącić z lekkiej fazy snu.


Zbyt szybka reakcja rodziców na kwilenie maluszka często powoduje niepotrzebne wybudzenie, w związku z czym dziecko nie potrafi już zasnąć i doświadczyć samodzielnego przejścia w kolejną fazę snu, być może krótką, ale jakże “wychowawczą”.


Wyobraź sobie sytuację, że śnisz, coś tam mruczysz pod nosem, tak ci dobrze, a współmałżonek trąca cię w bok i zaczyna gadać…No niechby go …


Dziecko uczyło się samodzielnego zasypania.


  • Przed karmieniem, po przewinięciu, kładłam dziecko na poduszce i pozwoliłam chwilę czekać, nawet jeśli płakało. 


Szybko zrozumiało, że leżenie na poduszce wkrótce się skończy i nadejdzie karmienie. Nauczyło się więc cierpliwie czekać, aż otrzyma to, czego pragnie.


Bardzo to było przydatne i wyzwalające zarówno dla mnie, jak i maluszka czy starszego rodzeństwa. Nierzadko bowiem znajdywałam się w sytuacji, że po prostu nie mogłam go od razu nakarmić, bo na przykład musiałam lecieć wytrzeć czyjąś pupę… 


Dziecko uczyło się cierpliwości i przewidywania, nabierało zaufania. 


  • Karmiłam z zegarkiem w ręku 7 - 9 minut z każdej piersi! 


Dziecko uczyło się, że na zaspokojenie głodu jest wyznaczony czas “od - do”. Nie wpadło w “nałóg ssania” A ponieważ przez myśl mu nie przyszło, by być przy piersi całymi dniami czy nocami, nie domagało się tego również płaczem.


Dzięki temu nie pękały mi brodawki, nie zarywałam całych nocy, a niemowlę wyssało dokładnie tyle, by się nasycić. Po jakimś czasie nie potrzebowałam już zegarka, gdyż po zaspokojeniu głodu dziecko nie miało potrzeby ssać w nieskończoność.


Nasyciwszy się, samodzielnie kończyło jedzenie i było zadowolone - szczęśliwe!


  • regularność i rutyna


Dziecko powoli przyswajało sobie reżim dnia, w którym jest wydzielony czas na posiłek, na odpoczynek i zabawę.


Nie wydawało mu się, że do szczęścia ciągle czegoś mu brak. A ja wiedziałam, że gdy płacze albo się złości, to już faktycznie poważna sprawa!


Wydaje mi się, że regularność i rutyna są dziecku bardzo potrzebne. Porządkują otaczającą rzeczywistość, wnosząc ład, ułatwiając orientację w świecie, w którym przyszło mu żyć. 


Jest spokojniejsze, bardziej ufne, łatwiej mu się skupić, nie wpada co chwila w rozpacz czy złość. Częściej bywa zadowolone, a więc chyba częściej “szczęśliwe”. 


  • dlaczego właśnie nauka “czekania” 


To pierwsze “ćwiczenie” wychowawcze - nauka czekania  było dla dziecka niezwykle ważnym doświadczeniem, które w kolejnych miesiącach, a nawet latach często pomagało mu odnaleźć się w niekomfortowych sytuacjach i rzadziej ulegać złości i panice. 


Oczywiście, że nie zawsze było idealnie, bo dziecku rosły ząbki, było przeziębione, dokuczała mu kolka lub najzwyczajniej w świecie miało zły humor.


Dziecko weszło w proces “ucywilizowywania”


Książka Pameli Druckerman mnie zafascynowała. Podziwiam jej pokorę, dzięki której trzeźwo spojrzała na niektóre błędy i braki w tzw. amerykańskim podejściu rodziców do wychowywania dzieci, które wbrew ich miłości i usilnym staraniom, nie zawsze czyni je bardziej szczęśliwszymi…


cdn.


Komentarze

Marianna pisze…
Bardzo ciekawy artykuł, bardzo mnie zainspirowałaś. Dość odmienne podejście od tego, które znamy na co dzień. A czy również w placówkach we Francji, jak żłobki, przedszkola i szkoły przestrzegają takich zasad? Zastanawiam się na ile jest możliwe wprowadzenie takiego modelu w żłobek Gorzów Wielkopolski, bo wiadomo, że w grupie wszystko wygląda inaczej ;)
taka Kropka pisze…
Z książki wynika, że zarówno w rodzinach, jak i francuskich żłobkach i przedszkolach panują te same zasady, dzięki czemu nie ma tylu spięć między rodzicami a personelem pedagogicznym.
Polecam lekturę książki! Jest wiele cennych wskazówek odnośnie wychowania dziecka.

Wybrane dla Ciebie

Copyright © taka Kropka