Lubię atmosferę tajemniczości oczekiwania na deszcz i burzę. Ulice wtedy pustoszeją, stają się milczące, gotowe do przyjęcia tego, co ma nastąpić. Jak myśli bez woli, bez walki, szemrania, pośpiechu, trwają w spokojnym oczekiwaniu.


Takie myśli cierpliwe jak zaufanie!


Czas nieruchomieje, zastyga w ciężkim oddechu gęstego powietrza. Przystaje, odpoczywa, zamyka oczy, zasypia. 

Daje kolejną szansę!

Niebo nabrzmiewa granatem, zamienia się w pochmurny ciężki baldach, szczelnie wypełniający całą przestrzeń. Przytłacza i dusi. Niebo  znika...Może bawi się w chowanego?


Takie myśli to strach i niepewność.


Z dala cichy pomruk, dźwięczny, niski, długi i przenikliwy ostrzega raz i drugi, i nie przestaje. Jest wytrwały i nieugięty.

Jak stróż, opiekun i obrońca.

Wreszcie padają jedna po drugiej krople ożywcze, balsamiczne. Najpierw pojedyncze i łagodne, całkiem śmieszne. Nimi oddycham. Są figlarne, wesołe, chichoczą i brzmią tak srebrzyście i beztrosko.


Jak śmiech.


Nadstawiam więc twarz, otwieram dłonie, chcę je złapać wszystkie! Pochmurny ciężki baldach zamienia się w studnię bez dna. Nie uciekam, nie boję się, nie szukam schronienia. Przyjmuję pocałunki życia. To chwila myśli bez troski, taka całkiem beztroska.


Jak zawierzenie.


I nagle ulice ożywają, wypełniając się radosnym gwarem. Odnajduję niebo, budzę oddech, wszystko błyszczy i staje się takie przejrzyście oczywiste. Czas mknie, a ja z nim! Chwila za chwilą i w jednej chwili.


Strumień życia!




Brak komentarzy: